Losowy tekscik:



- Spróbujmy jeszcze raz – Marta podała córce komórkę. Sama nie potrafiłaby zadzwonić, chociaż tęskniła za głosem Piotra, za mocnym objęciem jego ramion, za spokojem, który kiedyś przy nim odczuwała. Kiedyś.
Usłyszał melodyjkę komórki, która zadźwięczała w jego kurtce w przedpokoju.
- Marto, naprawdę zasługujesz na karę – powiedział z niesłychanym smutkiem w głosie i wepchnął ją pod powierzchnię, wyczuwał jej strach i cierpienie i miał wrażenie, jakby zbrukał siebie. Cholera, to Marta do tego doprowadziła. Gdyby nie jej historia, nigdy nie przyszłoby mu do głowy kochać się z inną. Dzisiaj czwarty stycznia. Uświadomił sobie, że Marta miała przesłuchanie, mamuś?
- Nic strasznego, kochanie. Myślałam, że będzie gorzej. Dziękuję, że myślałaś o mnie. Kiedy przeczytałam twojego sms-a od razu zrobiło mi się lepiej.
- Mamuś, ja...- urwała, bo do kuchni wszedł Krzyś.
- Trzeba iść spać – powiedziała niechętnie.
- W jaki sposób?
- Stał się bardziej zamknięty i mniej przykłada się do nauki.
- Nie mam już więcej ytań. Chciałabym porozmawiać teraz z panem Zbigniewem.
Zbyszek zajął miejsce i czekał na pytania. Czuł się ostatnio bardzo zmęczony. Nie interesowało ją, z kim i ile razy spał. Jak mało ją rozumiał, jak niewiele wiedział o jej potrzebach. Zawsze tak było, zawsze, zawsze! Do jasnej cholery, wcale nie interesował się jej pragnieniami, nie obchodziło go, co ona czuje, zbudował sobie w głowie jakiś abstrakcyjny obraz małżeństwa i rodziny i wszystko do tego dostosowywał. Jakiś głos wewnątrz krzyczał, że to nieprawda, ale uciszyła go i poddała się fali wściekłości.
- Nie chcę z tobą rozmawiać. Mam ochotę pokoncentrować się na swoim ego.
Wybiegła z domu. Nie wiedziała, dokąd idzie. Oprzytomniała przed domem Marka. Podniosła głowę, policzyła piętra i zlokalizowała jego pokój. Światło się paliło. Co robił, o czym myślał? Była tam, to wydawało się tak niedawno, trzymał ją w ramionach, dotykał jej, dopowadzając krew do wrzenia. Kochał ją, ona go kochała, byli jednością. Pójdzie do niego, powie mu, że wszystko inne jest nieważne, liczy się tylko miłość. Jeśli jego rodzice ją wyrzucą, on pójdzie z nią gdzieś, gdziekolwiek i będą tylko oni. Nie ma klatki, nie ma przesądów, jest tylko Marek i błękit jego oczu. „Nie ma nieba ni ziemi, otchłani i piekła. Jest tylko Beatrycze” – dlaczego dźwięczał jej w mózgu dawno nieodświeżany wiersz? Zaczęła wchodzić po schodach i zobaczyła zalaną łzami twarz Joasi.