Losowy tekscik:
- Jak to nie mówiłaś? Co oznacza molestowany?
Wiedziała, że powinna powiedzieć, że to nie ma znaczenia, wiedziała, że tego od niej oczekiwał, ale nie odzywała się.
- Dlaczego mówisz to teraz? – spytała w końcu.
- Chcę, żeby wszystko między nami było jasne. To, co zrobiłem, było reakcją na twoje zachowanie.
O, Boże, znowu! Czy nawet swoją niewierność zamierzał wykorzystać przeciwko niej?
- Tak, wiem, wszystko zaczęło się ode mnie. Cholera, mam tego dosyć! – wyszła do sypialni, trzaskając drzwiami.
Piotr siedział jak skamieniały. Przecież chciał jej powiedzieć wszystko, chciał, żeby nie pozostały między nimi żadne niedomówienia, a ona nadal zachowywała się jak nieodpowiedzialna smarkula. Podniół się i wszedł do sypialni.
- Marto – zaczął łagodnie. – Czy nie rozumiesz, że to, co robisz jest szczeniackie i destrukcyjne?
Oczywiście miał rację. Wyminęła go bez słowa i weszła do pokoju Joasi. Usiadła na brzegu łóżka, wpatrując się w córkę. Dziewczynka spała, a jej twarz zdawała się mieć wyraz jakiegoś nieziemskego spokoju. Marta dotknęła leciutko połyskujących w świetle latarni włosów. Dziewczynka otworzyła oczy i uśmiechnęła się, określając to w ten sposób i rozluźniła się, opuszczając budynek kuratorium.
Zofia Matejczyk patrzyła na dokumentację, sporządzoną przez Monikę Szymanowską i słuchała jej monotonnego głosu.
- Wszyscy uczniowie, z którymi rozmawiałam, wychwalali ją pod niebiosa. Nauczyciele twierdzili, że świetnie się z nią współpracuje. Wypowiedzi poszczególnych osób znajdują się w dokumentacji.
- Tak – Zofia nie spodziewała się niczego innego. – Nie możemy zaproponować zakazu wykonywania zawodu nauczyciela. List zaraz potem wyjaśniał, że będzie miała wpisany do akt powód zwolnienia. Zawiadamiano ją również, że do czasu rozprawy nie zostaje zawieszona w obowiązkach nauczyciela. Przysługiwało jej prawo powołania obrońcy, przesłuchanie przed komisją wskazanych przez nią świadków i przeprowadzenie innych dowodów. Gdyby chciała zapoznać się z materiałem dowodowym, może zrobić to w godzinach 9.00 – 17.00.
Weszła do salonu i spojrzała na Agnieszkę z zainteresowaniem.
- Widziałam ją raz. – Agnieszka zdawała sobie sprawę, chociaż każda cząsteczka organizmu buntowała się, że nigdy nie zazna spełnienia. Musiał jednak wiedzieć, jak czuje się kobieta, na temat której składał zeznania. Doskonale rozumiał, że to, co mówił, nie pomogło Marcie. Wylał frustrację przed Aneą, ale to nie zmieniało faktu, że Marta znajdowała się w potrzasku. Musiał ją zobaczyć, musiał usłyszeć jej głos, musiał... nie mógł. Wiedział, że nie zgodzi się z nim spotkać, a gdyby się zgodziła, mogłoby to jej bardzo zaszkodzić w toczącej się sprawie. Znów usiadł do komputera i napisał wiadomość na trzy strony. Naciskał „wyślij”, kiedy na moment wyłączyli prąd. To był znak. Nie mógł się z nią komunikować. Nie ze względu na nią. Zacisnął usta i napisał kolejną wiadomość do Anety. Rozsadzający ból głowy jednak nie minął.
- Boże – szepnął, spoglądając w oczy kobiety z obrazu. – Niech zdarzy się cud.
Nie miał odwagi zastanowić się, co rozumiał przez cud.